Dlaczego wybrałam drewniany domek, a nie studio z tłem?
Przy sesjach świątecznych najłatwiej jest pójść do studia, rozwinąć czerwone tło i postawić sztuczną choinkę. Ale to zupełnie nie moja bajka. Tym razem spotkaliśmy się w wynajętym, drewnianym domku. Zależało mi na miejscu, które żyje, gdzie światło wpada przez prawdziwe okna, a podłoga jest z drewna, a nie z winylu.
Sesja, w której tło nie przeszkadza
W studio dzieci często czują się jak na egzaminie – „stań tutaj”, „nie ruszaj lampy”. W domku było zupełnie inaczej. Chłopaki od razu zaczęli się bawić i zaglądać w kąty. Dzięki temu, że sceneria była naturalna, zdjęcia robiły się same. Nikt nie musiał udawać, że pije herbatę z pustego kubka, po prostu spędzaliśmy czas w fajnym miejscu.
Co daje taka przestrzeń?
Prawdziwe emocje: Kiedy dzieci się bawią, zapominają o aparacie, a ja mogę łapać te ich szczere uśmiechy, gdy gonią się po schodach czy turlają na łóżku.
Światło i klimat: Nic nie zastąpi naturalnego słońca wpadającego do drewnianego wnętrza. To daje taką miękkość i ciepło, których nie wygeneruje żadna lampa studyjna.
Zero spiny: Rodzice mogli usiąść wygodnie na kanapie, pogadać, a świąteczny klimat był po prostu naturalnym tłem ich dnia, a nie wymuszoną dekoracją.
Ta sesja utwierdziła mnie w przekonaniu, że prawda zawsze broni się lepiej niż najdroższa scenografia w studio. Liczy się to, co dzieje się między Wami, a drewniany dom po prostu pozwolił nam to wyciągnąć na wierzch.