Pierwsza rocznica ślubu i sesja w plenerze: Jak to przetrwać?
Pierwsza rocznica ślubu to taki moment, kiedy człowiek uświadamia sobie, jak szybko zleciał ten rok. Fajnie jest wtedy mieć coś więcej niż tylko kilka ujęć z telefonu. Problem pojawia się zazwyczaj wtedy, kiedy pada hasło sesja. Umówmy się, dla większości facetów wizja godziny przed obiektywem to absolutna ostateczność i coś, na co godzą się tylko dla świętego spokoju. Słyszę to na co dzień: nie lubię zdjęć, nie umiem pozować, będę wyglądać głupio.
Sesja pary w plenerze Radom: Bez spinania się
Moje podejście do takich spotkań jest proste: im mniej planowania i sztucznych póz, tym lepiej dla wszystkich. Jeśli Wasz facet nie znosi aparatu, to ostatnią rzeczą jaką zrobię, będzie kazać mu stać prosto i uśmiechać się na zawołanie. Plener daje taką swobodę, że można po prostu iść na spacer, pogadać, a nawet trochę się pośmiać z całej tej sytuacji. Często okazuje się, że po dziesięciu minutach stres mija, bo nagle orientujecie się, że nikt od Was niczego nie wymaga.
To ma być po prostu Wasz czas. Stara stodoła, wysoka trawa czy zachodzące słońce to tylko tło, które ma fajnie wyglądać, ale najważniejszy jest luz. Najlepsze zdjęcia powstają wtedy, kiedy on w końcu przestaje myśleć o tym, że trzymam aparat, i zaczyna po prostu żartować albo opowiadać coś ciekawego. Właśnie wtedy widać tę autentyczną relację, którą warto zatrzymać, zwłaszcza przy okazji takiej daty jak pierwsza rocznica.
Dlaczego warto spróbować mimo obaw
Często rezygnujemy z profesjonalnych zdjęć, bo wydaje nam się, że to będzie stresujące doświadczenie. Prawda jest taka, że po wszystkim większość par mówi mi, że właściwie to był całkiem miły wieczór. Zyskujecie pamiątkę, na której w końcu jesteście razem, bez uciętych głów i bez selfie, które rzadko kiedy oddaje to, co między Wami jest. Rocznica to idealny pretekst, żeby na chwilę zwolnić i zrobić coś dla siebie, nawet jeśli jedno z Was potrzebuje trochę więcej czasu, żeby się oswoić z moją obecnością.
Jeśli chcecie sprawdzić, czy takie luźne podejście do zdjęć u Was zadziała, to po prostu napiszcie. Nie obiecuję, że on nagle pokocha pozowanie, ale obiecuję, że nie będzie to dla niego męczarnia. Zrobimy to w Waszym tempie, w fajnej lokalizacji i z dużą dawką dystansu do wszystkiego.